04.09.2016

Jeruzal reaktywacja

Długość trasy: 97 kilometrów.

Piotrek po urlopie potrzebuje spokojnej przejażdżki – po trzech tygodniach bez roweru przyda się jakaś lekka wycieczka. Wybieramy Jeruzal. Już tam byliśmy, ale poprzednim razem dotarliśmy tam nocą i niewiele zobaczyliśmy.

Ruszamy znaną trasą. Drogą dla rowerów wzdłuż Ostrobramskiej, potem Płowiecką,Wydawniczą, Mrówczą, Mozaikową. I już Falenica. Cywilizacja wybudowała tu nową pętlę autobusową, ale wokół na szczęście walec nowoczesności jeszcze nie ruszył zbytnio.

W stronę Michalina jedziemy ulicą Derkaczy. Przy skrzyżowaniu Piłsudskiego i Długiej w Józefowie napotykamy pogorzelisko. Budynek spalony doszczętnie, dobrze, że przylegający doń dom ocalał. To spaliła się restauracja Cztery Kontynenty, która w działała tylko kilkanaście dni i zakończyła żywot w pewien majowy dzień.

Z Józefowa kierujemy się w stronę Mądralina drogą 721. Przekraczamy Świder i z jego biegiem jedziemy do Wólki Mlądzkiej. Jest trochę magicznie i przyziemnie zarazem – aura jest tajemnicza, a mieszkańcy walczą z kurzem wzniecanym przez samochody.

Wyhacza nas drogowskaz kierujący w stronę powstańczej mogiły. Mogił, miejsc walk, pomników obrońców ojczyzny i tych, którzy z nią walczyli jest w podwarszawskich lasach całe mnóstwo. Ta jest z czasów Powstania Styczniowego.

Sielsko jest, słonecznie i wakacyjnie. Chce się zaśpiewać: o Mazowsze jakie cudne, gdzie jest taki drugi kraj…

W Wólce Mlądzkiej przecinamy drogę nr 17. Sklep, a obok centrum informacji. Wszystkie ważne wieści w jednym miejscu: o rozgrywkach piłkarskich, dożynkach, astronomii, zajęciach dla kobiet.

Ruszamy w stronę Kopek i Glinianki, ale najpierw znowu przeprawa przez Świder. Dostojnie pokonujemy Most „Świętego Antoniego”.

Z Glinianek Wrzosową i Mazowiecką, jedziemy w stronę Rzakty i Józefowa – kolejnej miejscowości o tej nazwie; gdyby ogłosić konkurs na najczęściej występującą na Mazowszu nazwę miejscowości, Józefów chyba by wygrał.

W Rzakcie wpadamy w wir przygotowań do dożynek gminnych. Zjeżdżają plony, ustawiane są ławki, pan na scenie robi próbę mikrofonu. Impreza ma się niebawem zacząć. My jednak mamy zadanie – Jeruzal czeka.

A to jest kotek. Marcin, jako znany kociarz, zrobił mu 56 ujęć, ale brakuje miejsca by pokazać wszystkie

W Grębiszewie przekraczamy drogę nr 50, jedną z głównych dróg Mazowsza, a potem przez Grzebowilk jedziemy w stronę Pogorzeli.

W Grzebowilku, trochę pośrodku niczego, stoi budynek fabryczny, tak na oko z przełomu XIX i XX wieku. Zupełnie nie mamy pomysłu co się tu produkowało lub produkuje i skąd w małej wsi taka okazała budowla.

W Pogorzeli wskakujemy na drogę 802 i dojeżdżamy do Siennicy. A tu jak to zwykle na Mazowszu, a może i w całej Polsce: drewniane domy (trochę w stylu Świdermajer) i delikatesy o wdzięcznej nazwie Kulfon. Skąd u właścicieli sklepu sympatia do kukiełki z telewizyjnych programów dla dzieci?

Dojeżdżamy do Żakowa i skręcamy z wygodnej 802 w stronę Kiczek. Robi się cicho, ptaszki śpiewają, przyroda ujmująca i przyciągająca wzrok.

Czemu więc klniemy na czym stoi? Bo droga jest katorżnicza. Na początku jest asfalt, potem szuter, potem piach, a potem głęboki piach. Pchamy rowery i tak przez kilka kilometrów. I już wiemy, że wycieczka nie jest krótka, a już na pewno nie jest lekka.

Natykamy się na kapliczkę, a potem na dwie nastolatki, które rzucają nam koło ratunkowe i wskazują drogę po asfalcie. Okazuje się, że jakby naokoło, ale za to jedziemy a nie spacerujemy. I wreszcie jest Jeruzal czyli Ranczo.

Od razu czujemy się swobodnie. Kurzy się jak trzeba, tabliczki prowadzą gdzie trzeba, sklep u Krysi stoi na rynku, jak trzeba.

Zaczynamy żałować, że przyjechaliśmy tu drugi raz. Poprzednio mroki nocy nadawały aury tajemniczości i zmiękczały odbiór. Dawały też pole do popisu dla wyobraźni. Dzisiaj wszystko jest na patelni. I niedobrze to wygląda. Jest plastikowo, tymczasowo i nieprzytulnie. Inna sprawa, że czego mogliśmy się spodziewać? No i nie ma kawy z ekspresu – czyżbyśmy przechodzili na hipsterskie pozycje?

Dopełniamy obrzędu i kupujemy Mamrota, zresztą spod lady.

Trochę zmęczeni „telewizyjną” wioską ruszamy w stronę Cegłowa by złapać pociąg do Warszawy. Pokonujemy te kilkanaście kilometrów dość szybko, zaraz po przyjeździe mamy pociąg i po 40 minutach jesteśmy w Warszawie.

P.S. Sprawdziliśmy w domu, trunek jest niepijalny.